środa, 7 sierpnia 2013

CHAPTER 4 - AHA-HA! 99% idioty

- EEEEEEEE?! Co do...?!- wrzasnął przestraszony Grzybek. - Kim ty jesteś?!-
- HA-hahahahahahaha! Miło mi cię poznać!- rzekł Waspman.
- Nazywam się Yagi! Jestem znanym na cały świat trenerem!- odrzekł kozioł, bo to z nim rozmawiali.
- Trenerem... Ale czego?- spytał niepewnie Grzybek.
- Trenerem..... wszystkiego!!!-
"Chyba jest niespełna rozumu..... Ale w sumie nie powinienem go oceniać tak pochopnie... W końcu mnie też tak oceniają...." rozmyślał Grzybek.
- Zgoda! Od dzisiaj będziesz trenować tego oto Grzybosława! Zabierajmy się do roboty!- Waspman doprawdy nie rozumiał biednego Grzybka.
Gdy tak szli przez ulice The Las City, Grzybek pogrążał się w coraz większej rozpaczy. W końcu nie wytrzymał i zapytał dyskretnie Waspmana:
- Czy aby na pewno dobrze robimy? Chyba nie powinniśmy brać jakiegoś tam nieznajomego i podejrzanego faceta na trenera przyszłego superbohatera (pominę fakt, że nie zostanę żadnym superbohaterem). Zresztą Prof. Grzyb kazał wam mnie trenować i nie sądzę......- i tak ciągnął, a Waspman nawet go nie słuchał. W końcu doszli do miejskiej siłowni. Yagi wszedł do niej dziarskim krokiem (jak do siebie).
-AHA-HA! Jesteśmy na miejscu! - rzekł kozioł
Grzybek zdziwił się nieco faktem, iż była to zwykła siłownia. Nie było w niej nic nadzwyczajnego. Grzybosław nie mógł zrozumieć, jak może ona pomóc w odnalezieniu jego super mocy. Jeszcze dziwniejsze było dla niego to, kim był jego nauczyciel. Jak zwykły gość, taki jak ten pospolity kozioł, ma go nauczyć jak być superbohaterem? Grzybek patrzył pełen mieszanych uczuć na Waspmana, który zdawał się w pełni ufać Yagiemu. Ten zaś rozglądał się dookoła:
"Czego on może szukać? Strasznie jest podejrzany...." myślał Grzybek.
-AHA-HA!!! Jest! Znalazłem!- krzyknął nagle Yagi -Podejdź tu, mój uczniu! Ćwiczenia zaczniemy na bieżni!-
-CO?! A co ma bieżnia do superbohatera?!- krzyknął z kolei Grzybek, gdyż nie mógł już dłużej wytrzymać.
- No już, już. Mniej gadania, więcej biegania!- i tak oto Yagi wepchnął naszego bohatera na bieżnię. Grzybek nigdy nie sprzeciwiał się zbytnio innym, nawet jeśli miał swoje odmienne zdanie (a prawie zawsze miał) - trochę pojęczał, a na koniec i tak robił, co mu kazano. Teraz nie było inaczej.
-Huf! Huf! Huf!- Grzybek już prawie mdlał z wysiłku, gdy Yagi zawołał:
- Czas na zmianę!- i wepchnął Grzybka na kolejne narzędzie tortur. Minęła pierwsza godzina, potem druga i trzecia, a Grzybek już ledwo dychał.
- Ok! Czas na małą przerwę!- zarządził kozioł.
- Wreeeeszcie!- wykrzyknął Grzybek - Już ledwo żyję..... Co teraz o nim sądzisz?- zapytał Waspmana, a ten odrzekł:
- Jest w porządku! Wytrenuje cię w mgnieniu oka!-
- Ale co ten trening ma do treningu superbohatera?  Bo chyba nie za dużo.....-
- Oj Grzybek, Grzybek.... Nie wtykaj kapelusza w zdanie profesjonalisty! Przecież on się na tym zna! Na pewno wytrenował już nie jednego superbohatera!- chyba nic nie było w stanie zmienić jego zdania...
Aż nagle PIERDUT! Cała ściana siłowni wraz z częścią dachu runęła nagle w gruzach. To nagły i niespodziewany atak Grzybiarzy!
- A więc czas na walkę!- oczy Waspmana płonęły pasją.
- AAAAAAAAAAAAA!!!- z kolei oczy Grzybka pełne były strachu...
- Czas wypróbować to, czego się nauczyłeś!-
- Ale ja się NICZEGO nie nauczyłem! Nie chce umierać!-
- Weź się w garść! Jesteś w końcu superboha-!-
- AHA-HA!!! Widzę, że czas już abym wkroczył do akcji! RAAAAARGH! - nagle nie wiadomo skąd wyskoczył Yagi - A masz!- BAM! -I jeszcze raz!- POW! Ale cóż to był za widok! Jego rogi świeciły się, gdy to nimi uderzał w Grzybiarzy. Wydawało się, jakby co chwilę się zmieniały - raz ze stali, raz z kolcami - tak, aby mógł zadać jak największe obrażenia.
- Dalej, Grzybek! Nie możesz zostać w tyle! Dawaj!- Waspman pchnął Grzybka tak, że ten poleciał prosto na jednego z Grzybiarzy i uderzył w niego. W normalnych okolicznościach, gdyby to jakiś inny grzyb uderzył w Grzybiarza nic by się nie stało. Jednak Grzybek był superbohaterem! W momencie zderzenia Grzybiarz poczuł niesamowity ból (podobnie jak Grzybek, który nie był do końca świadom czynu, którego właśnie dokonał). Grzybiarz przez chwilę stał osłupiały, po czym runął na ziemię.
- HAhaha! - zaśmiał się uradowany Waspman - Brawo Grzybmanie!-
- Że co? - spytał Grzybek próbując wygramolić się spod wielkiej stopy grzybiarza. - Ale ja nic nie zrobiłem!!!-
Waspman nie zdążył nawet zaprzeczyć temu, co powiedział Grzybek, ponieważ obok niego runął kolejny budynek.
- AHA-HA! -  Yagi pierwszy ruszył do boju. Jego rogi zmieniły się teraz w dwa wielkie miecze - Nie bójcie się, uratuje was wszystkich...-
...i dźgnął grzybiarza, który (podobnie jak ten pierwszy) runął na ziemię.
- Dobra robota, mój koźli przyjacielu! - rzekł Waspman uśmiechając się, ukazując swe białe jak śnieg zęby.
Jednak zanim Yagi zdążył coś powiedzieć zza winkla wyskoczył ostatni, największy z tych trzech grzybiarz. Waspman, nieco już znudzony swą bezczynnością, zaatakował przeciwnika. Tak jakby z jego dłoni wystrzeliły jasne promienie-pociski. Grzybiarz dołączył do swych ‘kompanów’ na ziemi. Nie sprawiło to Waspmanowi najmniejszego wysiłku. Poza tym był on pod jednym względem podobny do Yagiego: nie mógł usiedzieć w miejscu, a już szczególnie w cieniu innych – zawsze szukał uwagi, zawsze chciał być – i BYŁ – w świetle jupiterów. Ale on to robił bardziej podświadomie, bez takiego konkretnego zamiaru. To z kolei ich różniło – Yagi chciał tego wszystkiego – ba! on tego pragnął! Już od małego koźlątka marzył o wielkiej sławie. Niestety nie należał on do najinteligentniejszych osób. Dlatego zawsze jego starania kończyły się niepowodzeniem (szczególnie, gdy do jego głupoty dodamy jeszcze próżność….). Dlatego gdy Yagi zobaczył Waspmana stojącego w chwale, gdy zobaczył to uznanie, wręcz uwielbienie w oczach otaczających ich (i uratowanych od zguby) mieszkańców TLC, w jego duszy zawitała zazdrość.
-AHA-HA! Patrzcie na mnie! To ja was uratowałem! To ja jestem boha-!- nie zdążył dokończyć, bowiem przerwał mu znajomy już nam krzyk:
-Dołącz do nas!- Prof. Grzyb znów wyskoczył nie wiadomo skąd.
---
- Hmmmm… Bardzo ciekawe…. Znów mu się udało… Ale nadal ne znayu jak… Chto o nim myślisz?- z cienia tak właśnie przemówił głos z rosyjskim akcentem.
- Ja nie widzę w nim nic ciekawego. Zwykły słabeusz, który nawet nie potrafi używać własnych mocy. To będzie łatwiejsze niż myśleliśmy….- odrzekł drugi, kobiecy głos.
- Da, skoro nasz plan wejdzie w życie….-
---THE END OF CHAPTER 4…---