piątek, 26 lipca 2013

CHAPTER 1 - Grzyb w opałach

Był piękny, letni, leśny dzień. Grzybek wyszedł z kubkiem kawy na swoją werandę - wyszedł po poranną gazetę (jak zwykle w swym szlafroku). Jego grzybkowy domek (narośl na drzewie) był wyjątkowo, jak na samotnego grzyba, zadbany. Jednak wyraźnie można było dostrzec brak kobiecego trzona. Wrócił do środka, włączył TV i czytał gazetę (choć to bez sensu). Można powiedzieć, że coś go tknęło, bowiem dzięki porannemu wydaniu wiadomości jego życie zmieniło się. Były to wydarzenia z ostatniej chwili - The Las City zostało zaatakowane przez ogromnego - i jakże obrzydliwego! - grzybiarza!
*grzybiarz - ogromny, obrzydliwy człekokształtny; największy wróg grzybów; mało o nim wiadomo, choć istnieją podejrzenia, iż ma związek z tajemniczymi zniknięciami niewinnych grzybów, które miały miejsce w ostatnim czasie.
Grzybek zawsze żądny był sprawiedliwości i marzył o policyjnej karierze. Jednak nie był on popularny, bowiem zawsze działy się wokół niego podejrzane rzeczy. Z tego również powodu nie udało mu się zdać egzaminu policyjnego. Był pośmiewiskiem całej społeczności The Las City. Pisali o nim w gazetach, mówili i wytykali trzonkami na ulicach, powstał nawet o nim reportaż w TVLAS. M.in. dlatego wyprowadzili się od niego rodzice - nie chcieli mieć z nim nic wspólnego.
Grzybek postanowił wziąć sprawy w swoje trzonki - wyruszył do centrum (mieszkał bowiem na obrzeżach miasta). Jechał na swoim wiernym rowerze, bo nie było go stać na samochód, choć był już po trzydziestce. Dojechał na ulicę Grzyb Avenue. Jego oczom ukazał się okropny widok. Wszystkie budynki leżały teraz w gruzach. Nagle ulicę spowił cień. Grzybek wpierw nie uznał tego za coś złego. Nie miał jednak pojęcia jak bardzo się mylił. Najpierw usłyszał za sobą dziwny dźwięk. Potem nastała dziwna cisza. Powoli odwrócił się - w tej właśnie chwili pożałował, że w ogóle ruszył się ze swojego miłego, przytulnego grzybowego domku. Ujrzał przed sobą chyba najstraszniejsze możliwe monstrum (gorsze nawet od jego rozwścieczonej matki, gdy np. stłukł jej ulubiony serwis do herbaty). Zobaczył bowiem GRZY-BIA-RZA.......... Piszczał jak mała dziewczynka, gdy pedałował na swoim rowerze szybciej od jego matki, gdy goniła go, jak stłukł jej serwis. Nagle odgłos stóp grzybiarza, dudniących o podłoże, urwał się. Było słychać tylko BAM. Zdezorientowany Grzybek odwrócił się i nie mógł uwierzyć własnym oczom. Nigdy nie spodziewał się, że zobaczy NA ŻYWO superbohatera. Niesamowity BlackWolf znokautował właśnie kilkumetrowego grzybiarza. Z jaką łatwością to zrobił. Grzybka ze zdumienia zamurowało.  BlackWolf przeszedł obok powalonego grzybiarza z wyrazem pogardy na pysku i powiedział do Grzybka bez jakichkolwiek emocji:
- Proszę o udanie się do schronu lub poza obręb miasta w bezpieczne miejsce.
Grzybek zaniemówił. BlackWolf w głębi duszy poczuł się zdezorientowany, jednak wyraz jego twarzy pozostawał niezmienny. Spojrzał na niego najchłodniejszym i najmniej przyjemnym z możliwych spojrzeń. Jednak Grzybek rozpromieniał się coraz bardziej, aż w końcu (nie wiadomo skąd) wyciągnął kartkę i długopis i krzyknął:
- Mo-mo-mogę pro-pro-prosić o a-a-auto....-
- Coś cię boli? - spytał BlackWolf powątpiewając w zdolności umysłowe Grzybka.
- AUTOGRAF!!!-
W tej właśnie chwili zza winkla wyskoczył jeden z mniejszych, acz szybszych i zwinniejszych grzybiarzy. Uderzył w nic nie spodziewającego się BlackWolfa, a ten odleciał kilka metrów dalej, uderzając w budynek. Rozwścieczony Grzybek nie mógł w to uwierzyć - on się zdobywa na tyle odwagi, by poprosić o autograf, a tu przychodzi taki grzybiarz, panoszy się to to, i bije idoli.
"A jeśli zabił...?" pomyślał Grzybek. Teraz wpadł w prawdziwy szał:
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAARGH!!!-
I pierdutnął grzybiarza. W tej chwili wydarzyło się coś zupełnie niespodziewanego - grzybiarz, tak samo jak przed chwilą BlackWolf, poleciał i uderzył w zabudowania The Las City. BlackWolf, który właśnie się pozbierał z ziemi, sam zaniemówił (choć ogólnie jest małomówny). Nagle - BAM - wyskoczył zza winkla mały grzybowy staruszek:
- Przyłącz się do nas!-
---THE END OF CHAPTER 1...---

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz